niedziela, 09 sierpnia 2020

Wszystkie światy są jednym,
wszystko pochodzi z tego samego:
bogowie, duchy, gwiazdy,
rośliny, kamienie i ludzie.
Wszystko się zmienia i porusza,
 ale nie umiera;
nasza dusza jest jak drzewo:
rodzi się, wzrasta, kwitnie i wydaje nasiona.
Nigdy nie przestaje żyć,
bowiem zmienia się tylko łupina nasiona.
 

  >>źródło<<

bez słów
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Przeczytano juz: 5323 razy.

Wpisany przez Stanisław Roszkowski   
poniedziałek, 07 stycznia 2008 19:37
    Pomimo nauki, komputerów, statków kosmicznych, Internetu, czyli tego wszystkiego co przyniosła nam cywilizacja, w każdym z nas jest coś takiego co każe nam wierzyć w coś niematerialnego i nierzeczywistego. Oto wróżymy na andrzejki z lanego wosku. Niby to zabawa, a jednak… Oto poważny profesor ważnej uczelni deklarujący się jako agnostyk biegnie wieczorkiem (oczywiście w wielkiej tajemnicy) do wróżki, aby porozmawiać ze swoją zmarłą niedawno żoną...

    Często zadawano mi pytanie – a jak ty się właściwie z tymi Japończykami porozumiewałeś? Przecież oni nie znają polskiego a ty japońskiego. Co prawda często miałem do dyspozycji tłumacza ale bywały takie sytuacje gdy zostawałem z kimś sam na sam i musiałem sobie jakoś radzić. W pierwszej chwili zawsze czułem się trochę niezręcznie, jakby spanikowany, bezradny. Zauważyłem jednak charakterystyczną reakcję, że gdy wiedziałem, iż na nikogo nie mogę liczyć powracał spokój, już się nie bałem kontaktu.

    Idąc po japońskim ogrodzie pokazywałem na słońce i mówiłem po polsku – ale przypieka. A mój gospodarz doskonale rozumiał o co chodzi. Zamieniłem też „parę słów” z Goto, znakomitym hodowcą shoukoku i totenko Pokazałem na zachodzące słońce, a no kilka razy kiwnął głową ze zrozumieniem. Totenko w swobodnym japońskim tłumaczeniu to „kogut, który pieje gdy wschodzące słońce jest czerwone”. I niewielkie miało tu znaczenie, że był to akurat zachód a nie wschód słońca.

    Kiedyś opowiedziałem tę historię o totenko wykonawcy, który prowadził prace wykończeniowe w moim budowanym właśnie domu. On święcie wierzy w to, że porozumienie jest możliwe bez słów. Kiedyś los rzucił go na niemiecką budowę, gdzie „pracowała” bez mała cała wieża Babel. Byli tam Marokańczycy, Polacy no i oczywiście Turcy. Każdy mówił po swojemu. Do dziś pamięta piękną Turczynkę, z którą co wieczór „przegadywał” na tarasie ze dwie trzy godziny. Nie pamięta w jakim języku mówili. Pewnie łamańcem turecko-niemiecko-polsko-rosyjskim. A może w ogóle nic nie mówili? W każdym razie zarówno ona jak i on doskonale wiedzieli co druga osoba myśli.

   Kiedy poznałem żonę Pana Imamury, Panią Yasutaka, od razu miałem wrażenie jakbym znał ją od lat. Po prawie dwóch spędzonych wspólnie ze sobą dniach, gdy obydwoje małżonkowie dzielnie towarzyszyli mi podczas odwiedzin u poszczególnych japońskich hodowców, Pani Yasutake powiedziała mi coś co powtarza mi nieustająco moja żona.

    - Jesteś taki duży chłopiec, ty się już nigdy nie zmienisz. Taki sam był Pan Yeshime, założyciel i wieloletni prezes klubu Higo Chabo. On też tak jak ty nigdy nie patrzył na boki ale szedł do przodu, jak ten wiatr…a ile było w nim życia, pasji i uporu, na pewno byście się od razu przypadli sobie do gustu, bardzo żałuję, że nigdy się już osobiście nie poznacie.

     Muszę przyznać, że pomimo tego, iż Pana Yeshime już nie ma na świecie, ba, nawet nigdy z nim nie rozmawiałem, to jednak czasami patrząc na jego fotografię mam wrażenie jakbym tego Japończyka  bardzo dobrze znał. Z Japonii przywiozłem trochę jajek daruma i tajkan kasura chabo, a więc ras którym patronował Yeshime i gdy patrzę na nie jak rosną, czasami chorują, jedzą, bawią się, dokazują czuję tego legendarnego japońskiego hodowcę przy sobie.

      Wojciech Cejrowski napisał książkę o swojej podróży do Amazonii. Opisuje w nim spotkanie a następnie przyjaźń z indiańskim szamanem.

     Późną nocą, kiedy zostawaliśmy sami i kiedy zaczynał mi opowiadać o swoich czarach i starych rytuałach, przemawiał już wyłącznie po indiańsku. Nie rozumiałem ani jednego słowa, a jednak…jakoś…wiedziałem co ma na myśli. Każdy z tych nieznanych mi wcześniej wyrazów brzmiał w jego wykonaniu czytelnie i jasno(…)

    - Gdy nie znam któregoś z Twoich słów, posyłam ci nasze. Ale nie tak jak moi ziomkowie – do uszu – lecz tak jak potrafi to robić tylko szaman – wprost do serca. Słyszysz to słowo uszami, ale nadal byś go nie rozumiał, gdybyś go równocześnie nie słyszał sercem.

     Możecie mi wierzyć lub nie – przegadałem z tym człowiekiem wiele nocy, choć jego hiszpański składał się zaledwie z kilkudziesięciu słów. Omawialiśmy sprawy bardzo skomplikowane – z indiańskiej medycyny, wierzeń, mitologii. Opowiadałem mu też wiele o naszym świecie. Kiedy brakowało mi odpowiednich słów, wtrącałem słowa polskie. A on nadal wszystko rozumiał – czytał wprost z mojego serca.

    Czasami gdy leżę już wieczorem w łóżku myślę sobie o moich japońskich przyjaciołach; nie potrafię inaczej jak ciepło i serdecznie. Jestem przekonany o tym, że gdzieś tam, prawie dziesięć tysięcy kilometrów od Polski jest Pan Fujitani, może Tsudzuki, może Pani Yasutake lub pan Tatematsu,  którym w tym samym momencie twarz rozjaśnia się w uśmiechu.

Image
Pani Yasutake
Image
Imamura Yasutake
Image
Mitsuyoshi Tatematsu
 

    Kocham filmy Kieślowskiego bo jest w nich zawsze coś niedopowiedzianego i metafizycznego. Kocham też jego film „Podwójne Życie Weroniki” i uważam, że nikt nigdy nie nakręcił i nie nakręci piękniejszego filmu. Jest taka końcowa scena w tym filmie, gdy Weronika po wyjściu z domu przytula się do drzewa, bodajże dębu. W tym samym czasie jej ojcu, który w tym domu pozostał rozjaśnia się twarz, podnosi twarz…on wie, że ona tam jest. Podobnie jak i ona wie. Wiedzą o czymś czego nie wiedzą inni.

     Kiedyś trafiłem do szkółki drzew ozdobnych, gdzie przemiła Pani Gienia, zatrzymała się na chwilę przy płaczącej brzozie, penduli, dotknęła ją delikatnie, twarz jej się rozjaśniła i powiedziała:

    - Wiem, że on tu jest…

    - Kto jest Pani Gieniu?

    - Mój mąż tu jest…

    Jeżeli sadzicie, że potrafię sobie to wszystko jakoś racjonalnie wytłumaczyć to się mylicie. Nic z tego nie rozumiem i tak naprawdę nie muszę za wszelką cenę rozumieć. Jestem człowiekiem niewierzącym w tradycyjnym słowa tego znaczeniu. Skłonny jestem traktować religię po marksistowsku jako opium dla mas. Ale jest coś jest na świecie niepojętego, wokół nas krążą jakieś wielkie fluidy, otacza nas jakby inna, ponadrzeczywista przestrzeń. Może to jest właśnie ten Bóg którego tak wszyscy szukamy?

    Ale o japońskim Bogu przy najbliższej okazji.

 

Poprawiony: poniedziałek, 07 stycznia 2008 20:18